
Zaczęłam oglądać ten serial już dobre kilka lat temu i choć na początku byłam co do niego niepewna, to po kilku odcinkach bardzo się wciągnęłam. Z początku nie wiedziałam czy to coś dla mnie, bo nigdy wcześniej nie oglądałam czegoś o podobnej tematyce. Shameless jest bardzo oryginalnym serialem, który spodoba się wszystkim. Porusza poważne problemy w lekki sposób. Rozwiązuje sytuacje śmiesznie i czasem niedorzecznie, a przy tym zostaje realistyczny.
Każdy sezon ma 12 odcinków, a w każdym na bohaterów czekają nowe niespodzianki i przeszkody. Wątek główny jest bardzo obszerny, ale łatwo się w tym połapać. Rozbudowany jest bowiem do każdego członka rodziny Gallagherów i kilku innych postaci.
Fabuła jest lekka i przyjemna w odbiorze.
Bohaterowie są naprawdę świetnie wykreowani. Aktorzy zrobili kawał dobrej roboty. Każdy ma własny charakter i zostało to idealnie ukazane.
Jedną z głównych ról gra Emmy Rossum, 31-letnia aktorka/piosenkarka, która wydała kilka albumów i zagrała w kilkunastu filmach/musicalach/serialach. Widziałam ją np. w "Posejdonie" czy "Upiorze w Operze", ale według mnie w Shameless zagrała najlepiej i jest to rola dla niej. Oprócz niej grają tu aktorzy tacy jak: Cameron Monaghan. którego możecie kojarzyć z Gotham, czy z filmu "Dawca pamięci", oraz William H. Macy, który zagrał w np. Parku Jurajskim 2.
Serial jest dynamiczny co zostało podkreślone dobrze dobraną muzyką. Zaskakuje oglądającego na każdym kroku.
Sezon 8 naprawdę świetnie mi się oglądało. Chociaż odcinki były co tydzień, zleciało tak szybko, że kiedy w zeszłym tygodniu odznaczyłam na TV time, że obejrzałam ostatni odcinek, nie mogłam w to uwierzyć. Bardzo niecierpliwie czekałam na ten sezon, tak jak teraz niecierpliwie czekam na kolejny i szczerze mogę powiedzieć, że się nie zawiodłam. Już od pierwszej sceny pierwszego odcinka wiedziałam, że ten sezon będzie niesamowity. Nie myliłam się.
Bohaterowie znaleźli się w zupełnie innej sytuacji niż do tej pory, co było miłą odmianą. Uwielbiam to, że mimo upływu sezonów i zmian w życiach bohaterów, oni zostają tacy sami, jakich pokochałam na początku. Epickie sceny z Frankiem w roli głównej chyba wygrały, chociaż "Jezus Gej" też był świetny. Mimo że współczułam Fionie, że została tak wykiwana, to bardzo mnie to bawiło, w przeciwieństwie do historii Carla. Kassidie zdecydowanie była najbardziej denerwującą postacią i chociaż z początku mnie to bawiło, potem przybrało to takiego obrotu, że kiedy tylko ją widziałam miałam silną ochotę urwać jej łeb.
Bohaterowie znaleźli się w zupełnie innej sytuacji niż do tej pory, co było miłą odmianą. Uwielbiam to, że mimo upływu sezonów i zmian w życiach bohaterów, oni zostają tacy sami, jakich pokochałam na początku. Epickie sceny z Frankiem w roli głównej chyba wygrały, chociaż "Jezus Gej" też był świetny. Mimo że współczułam Fionie, że została tak wykiwana, to bardzo mnie to bawiło, w przeciwieństwie do historii Carla. Kassidie zdecydowanie była najbardziej denerwującą postacią i chociaż z początku mnie to bawiło, potem przybrało to takiego obrotu, że kiedy tylko ją widziałam miałam silną ochotę urwać jej łeb.
O dziwo Debbie tym razem była w porządku, czego się nie spodziewałam bo denerwowała mnie przez ostatnie 2 sezony.
Reszta bohaterów miała naprawdę śmieszne i ciekawe przygody w tych 12-stu ostatnich odcinkach.
Uwielbiam Svetlane, a w tym sezonie przeszła samą siebie, szczególnie w dwóch ostatnich odcinkach, dlatego też jest mi bardzo przykro, że aktorka, która ją gra Isidora Goreshter odchodzi i nie będzie jej w przyszłym sezonie.
Podsumowując sezon 8 był pełen wrażeń i przeszedł sam siebie. Uwielbiam każdy odcinek i historie wszystkich bohaterów. Ostatni odcinek byl genialny. Świetny finał!
Piszcie czy oglądacie Shameless i jakie są wasze przemyślenia na temat tego serialu? Jak podobał wam się 8 sezon?
Możecie pisać też jakie seriale mi polecacie i jakich recenzje chcielibyście zobaczyć. Zachęcam tez do obserwowania mnie na TV Time. Obserwuję każdego. Miłego dnia i do zobaczenia w piątek. ;)